piątek, 13 kwiecień 2012

Święto herbaty / Svátek čaje

Opublikowano w Mikser
/

Festiwal umożliwia wzajemną wymianę doświadczeń. Przekazuje wartość dzielenia się -  o magii i uroku Święta Herbaty opowiada współorganizatorka, Ela Jedzok.

Wasza idea. Na początku chodziło o stworzenie takiego miejsca do spotkań ludzi z branży herbacianej. Nie było jeszcze oprawy koncertowej. Ludzie z branży herbacianej stwierdzili, że mają podobne zainteresowania i dlatego postanowili się spotkać. Od pierwszego dnia były warsztaty, były wykłady, kilka koncertów i była konferencja przeznaczona dla profesjonalistów z tej branży. Mamy już przed sobą czwarty rok, w tym czasie stopniowo zmieniał się udział koncertów w stosunku do wykładów, warsztatów i konferencji herbacianej. W 2010 roku narósł udział koncertów, stały się najważniejsze, tym samym mniejszą rolę odegrały konferencje i warsztaty dla publiczności. Tak to się zmieniało z biegiem tych krótkich, trzech lat.

Święto herbaty / Svátek čajefot: Bożena Popiołek


Czy to dlatego że koncerty cieszyły się większym zainteresowaniem?

Cały czas się szukaliśmy, w którą stronę pójść - czy w stronę koncertową i zapraszać znane osoby, na przykład Ivę Bittovą, Karpaty magiczne czy Vladimira Vaclavka. Na trzecim roku stwierdziliśmy, że nie „pójdziemy” po takich dużych gwiazdach, zaprosiliśmy tylko Vaclavka i mniej znane osoby, ale rozpoznawalne wśród osób ze środowiska. Do przyszłego roku znowu planujemy zmiany - obniżymy udział koncertów, ale nie na poziomie jakości, tylko ilości. Bardziej będziemy się starali przyciągnąć ludzi do warsztatów, do wykładów podróżniczych  i na konferencję herbacianą. Konferencję w przyszłym roku chcemy otworzyć dla publiczności, bo ubiegłoroczne były zdecydowanie dla profesjonalistów. Gdyby jakiś człowiek z ulicy przyszedł, to miałby problem je zrozumieć. Konferencje miały swój specyficzny język, a podczas prezentacji nowych gatunków herbat i degustacji nawiązywano kontakty handlowe. Człowiek branżowo niezaangażowany niczego by nie wyniósł.

Skąd ta zmiana?

Chcemy poszerzyć ofertę kulturalną w regionie. Kontakty można zawsze nawiązać ale z tą kulturą to nie ma większego wyboru jeśli chodzi o tematy podróżnicze i herbaciane. Tak samo, jeśli chodzi o ceramikę, nie dla dzieciaków, ale specjalistyczną, dla osób dorosłych. Przede wszystkim jednak, chodzi o żywe spotkanie z ludźmi, którzy powędrowali, którzy sami się czegoś nauczyli, którzy mogą bezpośrednio o sobie opowiedzieć. Ten kontakt bezpośredni jest bardzo ważny w czasie święta. Nam nie chodzi o stworzenie dużej fiesty, z tysiącem ludzi, tylko o to, żeby spokojnie sobie usiąść, poznać kogoś, pogadać. Po warsztatach i po wykładach są zawsze dyskusje, można powiedzieć po koleżeńsku, z osobami, które występowały. Chcemy żeby uczestnicy sami się zainteresowali, sami wyjechali, dowiedzieli się czegoś nowego. Festiwal kierujemy też w stronę rodzin z dziećmi, żeby pokazać młodym, że nie pieniądze są najważniejsze, nie najważniejsza jest praca, ale ważne jest żebyśmy się czuli dobrze, żebyśmy robili to, co nas interesuje. Staramy się trochę ludzi z zewnątrz przyciągnąć, żeby weszli na Święto Herbaty, zobaczyli, że jednak można trochę inaczej niż iść do hipermarketu w sobotę i program kulturalny jest załatwiony na ten moment.

Święto herbaty / Svátek čajefot: Bożena Popiołek

 

Co jest najważniejsze podczas samej imprezy? Warsztaty, wykłady?

Najważniejsze jest spotkanie. Nawet my jako organizatorzy zawsze staramy się to zrobić tak, żeby mieć jak najwięcej czasu w trakcie samego festiwalu, bo wykładowcy czy występujący są niesamowicie ciekawymi, otwartymi ludźmi. Nie działają według scenariusza: wystąpić na scenie i jechać do domu, nic więcej mnie nie interesuje. To są ludzie, którzy uwielbiają dzielić się swoimi przeżyciami, opowiadać, uczyć się cały czas czegoś nowego. Cały ten festiwal jest o wzajemnej wymianie doświadczeń. O dzieleniu się.

Sprowadzanie gwiazd zaburzało ten klimat?

Tak. Za dużo ludzi przyszło na przykład tylko na Bittovą, która, nawiasem mówiąc, jest świetną babką i jej koncert był wspaniały. Te osoby wykupiły bilety, wszystko ok, ale nie interesowało ich nic poza jednym koncertem. W ten sposób trochę naruszyli tego ducha Święta Herbaty, bezpośrednią komunikację i to, że ludzie spotykają się przez dwa dni na tych czy innych wydarzeniach. Po prostu to były zupełnie obce osoby, które na chwilę przyszły i już ich nie było. Stwierdziliśmy, że w tę stronę nie chcemy iść. Można zapraszać jeszcze wielu takich gości ale nie o to chodzi.


W 2010 roku na konferencji można było usłyszeć o półfermentowanych herbatach. Zastanawia mnie, jak wy znajdujecie takie tematy i ludzi, którzy o tym mogą opowiedzieć?

Dyrektorem festiwalu i do niedawna właścicielem herbaciarni Laja był Roman Krop. On poruszał się w tej branży, był pomysłodawcą całego festiwalu. Przy okazji zna i rozumie ludzi, do tego mamy na festiwalu specjalistów od każdej rzeczy, że tak powiem. Od herbaty są specjaliści, to jest Roman Herman, a także Adam Fari, który przewędrował pół świata za herbatą. Co do podróży, to jest Piotr Mojżyszek, który ze swoją przyjaciółką, Anną Czapek, też wędrują po całym świecie. Jeżeli chodzi o warsztaty pomaga albo Stowarzyszenie Serfenta albo czeskie Stowarzyszenie Petrklíč help. Każda z zaangażowanych osób ma swoje kontakty, wie co nowego, ciekawego się dzieje i sprowadza najbardziej ciekawych ludzi. Mamy też stałych gości, są z nami od pierwszego roku, mam na myśli nie tylko widzów ale tez wykładowców czy grających. Jest grający na japońskim flecie shakuhachi Vlastislav Matoušek, który był na pierwszym festiwalu. Jest Mały teatr Kyogen z Brna. Vladimír Václavek był już drugi raz. Są np. ceramicy, którzy przyjeżdżają co roku żeby się wystawić albo zrobić warsztaty. Cześć wraca bardzo chętnie, sami nas pytają kiedy kolejne święto. Wymyślają, co sami mogą zrobić, np. Vladimír Václavek w 2010 roku miał tylko koncert z Ivą Bittovą, a rok później już sam wpadł na pomysł, że nie tylko zrobi koncert, ale do tego jeszcze warsztaty szamanizmu, którym się głęboko zajmuje. Zorganizował praktycznie całodniowe zajęcia, na których uczestnicy siedzieli od rana do popołudnia i pracowali. Myślę, że tym występującym bardzo podoba się nasza idea, widać że sami chcą rozwijać festiwal, coś od siebie do niego dodać. To nas cieszy bo nie zamykamy się na pomysły z zewnątrz.

Święto herbaty / Svátek čajefot: Bożena Popiołek

 

Na imprezie nie ma stoisk z kiełbaskami ani z alkoholem.

Alkohol jest stanowczo zakazany, taka jest idea, ale też nikogo nie wyrzucamy. To jest sprawa przyzwoitego zachowania, umiaru. Nigdzie na Święcie Herbaty nie jest sprzedawany alkohol, nie jest sprzedawany popcorn, hot dogi. Staramy się zawsze wybierać stoiska. Nie jest tak, że ktokolwiek się do nas zgłosi, zapłaci to postawi stoisko. Staramy się żeby było coś wegetariańskiego, bo dużo osób, które przychodzi, są wegetarianami albo weganami. Pokazujemy że wegetarianin nie musi tylko chrupać marchewki.

Skąd się wzięło stoisko z indyjskimi ubraniami?

Czy to przypadkiem nie jest kreacja stylu życia poprzez ubiór? Akurat na ubiorze jakoś specjalnie się nie koncentrujemy. Organizatorzy mieli zwykłe koszulki z napisem Święto Herbaty, my tu w sarongach nie chodzimy. Zresztą nikt z nas nie nosi etnoubrań, ale fakt faktem, że te ubrania też częściowo do tego środowiska należą. Stąd stoiska. Goście mogli kupić coś nie z Cieszyna, byli sprzedawcy np. z Ostravy.

Obserwujecie uczestników festiwalu, próbujecie do nich trafić?

Na pewno staramy się trafić w ich gust, nie zaburzając charakteru festiwalu.

Przeczytałam, że na pierwszym festiwalu zbieraliście pieniądze na klinikę w Nepalu..

Na Dolpo, na klinikę projektu Stowarzyszenia Dolpo. Zbieraliśmy, uzbieraliśmy, klinika stoi. Nie wiem czy już działa na 100% , chociaż po tym, jak wysłaliśmy pieniądze, przez następne pół roku interesowaliśmy się czy naprawdę zostały wykorzystane. Zostały wykorzystane do budowy. Klinika potrzebowała jeszcze środków na wyposażenie, ale powinna już działać. W 2011 zbieraliśmy na Japonię, w związku ze skutkami tsunami. Staramy się, żeby festiwal to nie była tyko nasza zabawa, ale też trochę poważniejsze tematy, bo jednak wszyscy działamy w organizacjach pozarządowych. Cała grupka organizatorów. Każdego roku ktoś z nas wyciąga jakiś temat, który jest dla niego ważny, zajmujemy się tym tematem.

Czy współpracujecie z urzędem miasta ze strony polskiej czy cieszyńskiej?

Mamy współpracę z urzędami miasta na tym poziomie, że przejmują nad nami patronaty, ale to w zasadzie wszystko. Jeżeli napiszemy do nich i poprosimy o patronat to nam go udzielą, ale sami się nie włączają. My przedstawiamy krótką ideę, oni pojawiają się na plakatach i to jest wszystko.

Czy łatwo było zorganizować taką imprezę w Cieszynie?

Nigdy nie jest łatwo organizować taką imprezę. Przyznaję, że od momentu, kiedy włączyłam się w Święto Herbaty zaczęłam doceniać organizatorów dużych festiwali. Dużo osób jest włączonych w organizację, dlatego mamy sporo kontaktów, możliwości na uzyskanie pieniędzy. To co płaci się na wejściu oczywiście nie pokrywa kosztów festiwalu. Staramy się spotkać, dotrzeć do sponsorów, utrzymywać kontakt z Zamkiem, ale fakt faktem, miasto Cieszyn i Czeski Cieszyn nie wspierają finansowo imprezy więc musimy szukać gdzie indziej.

Co jeszcze byście chcieli zrobić?

Naszym marzeniem jest, żeby ludzie przychodzili na święto nie z powodu gwiazdy na koncercie. Żeby ktoś, kto tu będzie poczuje się dobrze, po prostu. Fajnie w trakcie festiwalu usiąść z czarką herbaty i odetchnąć, pogadać z ludźmi. Nie biegać tylko z jednego wykładu na drugi, po prostu się spotkać.

 

Czwarta edycja festiwalu Święto Herbaty odbędzie się w dniach 8-9 czerwca 2012  na terenie Wzgórza Zamkowego w Cieszynie. W tym roku uczestników czeka m.in. myślowa podróż po Wietnamie, warsztaty didgeridoo i koncert DVA. Więcej pod adresem: www.swieto.laja.pl (polska wersja językowa) lub www.svatekcaje.cz (czeska wersja językowa).