czwartek, 05 kwiecień 2012

Kim są hipsterzy?

Opublikowano w Mikser
/

Hipster ma 16-30 lat. Liberalnym okiem do 35ciu, konserwatywne zawęża się do 25. Prawdziwy hipster nigdy nie powie o sobie, że jest hipsterem.

Czy to są hipsterzy? - pytam siebie i gdy biorę kolejny łyk czeskiego piwa Kozel w Katowicach, na europaletach. Dalej nie potrafię odpowiedzieć. Przywołuję następną z kolei definicję: subkulturowy spazm[1]; albo lepiej: triumfujące wąsy i wszystko w konsystencji low-fi. Chwilę później znowu niepewnie patrzę na dziewczynę z sąsiedniego hmm stolika. Ma nieco za krótką sukienkę w kolorowe paski. Siedzi na kolanach łysego faceta w ciemnym dresie. Rozmawiają, piją, nie wachlują się macbookiem. Nadal nic nie mam poza tymi paskami.

Ubranie

Hipsterów odróżnia się od społecznego tła przede wszystkim na podstawie ubioru, czy też stroju. Trudno powiedzieć, kto co zakłada, ponieważ trudno oddzielić szczere hipsterstwo od szczerej chęci bycia hipsterem. Nie roztrząsając dalej tego problemu, od razu zacznę od definicji pastiszu – zjawiska, które całkiem dobrze czuje się na gruncie uliczno-bylejakiej mody.

Pastisz, tak jak parodia, jest podrabianiem specyficznych stylów. Ta druga królowała w czasach modernizmu i wcześniej, jednak z biegiem czasu jej źródła istnienia – barwne osobowości modernistyczne, tak charakterystyczne i doskonale rozpoznawalne jak odcisk palca – utonęły w morzu pojedynczych osobliwości, które razem składają się na współczesne społeczeństwo. Pastisz wkradł się między te idiolektyczne wyspy. Jest więc „neutralnym przypadkiem praktyki podrabiania, pozbawionej ukrytej intencji parodystycznej, (…) [która nie posiada – przyp. P.B.] drzemiącego gdzieś odczucia, że istnieje przecież coś normalnego, w porównaniu z czym obiekt naśladowany okazuje się komiczny.”[2]

Na tle definicji Fredric`a Jameson`a wypowiedź twórcy zakładki Dos&don`t wydaje mi się bardziej czytelna. A brzmi ona tak:

„Ubieram się jak bezdomny niedobitek modsów w latach 70., ale nie wiedzieć czemu w Montrealu uważają to za cholernie dobry styl.”[3]

Owszem, Gavin McInnes jest szczery w tym co robi, inspiruje się po prostu tym co widzi, nie chce nikogo wyśmiać, co najwyżej my możemy się śmiać z bogactwa myśli ludzkiej zakładanej i wystawianej na łaskę tego człowieka z ulicy.

Vice zostało założone w 1994 przez „dwóch pijaków i ćpuna, którzy zdecydowali się skorzystać z jednego z wielu kanadyjskich programów pomocowych”[4]. Nie ma sensu opisywać gazety, która jest już dostępna w polskiej wersji w sieci. Zwrócę tylko uwagę na związanego z pismem fotografa Terrego Richardsona. Ten punkowiec z przeszłością dał reklamie odzieży pornografię, krew i narkotyki. Jego zdjęcia zainspirowały m.in. American Apparel, podziemną markę, której celem jest prawdopodobnie globalizacja pojęcia bycia cool. Firma dość szybko osiągnęła sukces i przestała być interesująca odkąd odnotowano jej 440% wzrost wartości w 2005r[5]. Stara się jeszcze zachować starego ducha wybierając tanie miejsca na swoje pseudo - szmateksy. Niestety, tam gdzie się pojawia rozkwita życie konsumenckie, wyrastają bary sushi, drogie sklepy i hotele. Okolica zaczyna drugie życie. Tymczasem marka nadal stawia na ocierające się o skandal zdjęcia lub wywołuje afery z pracownikami w rolach głównych. Ostre fotografie, które są przez hipsterów w pełni akceptowane, prowadzą do niedorzecznego wniosku: hipsterstwo testuje społeczną wytrzymałość, drażniąc uwiązane na łańcuchu normy obyczajowe. Hipsterzy nie szanują porządku. Próbują żyć po swojemu, zbijają się w małe grupy, które prawdopodobnie spotykają się w tych samych miejscach na after party. Wiedzą więcej niż przeciętny wypijacz drinków, posługują się postmodernizmem, modyfikując za jakiego pośrednictwem swój światopogląd. Brzmi jak subkultura. Zacznijmy jeszcze raz.

 


[1] B. Chaciński: Wyż Nisz. Przewodnik po subkulturach, wyd. Znak, Kraków 2010

[2] Postmodernizm. Antologia przekładów, [red]. R. Nycz, Wydawnictwo Baran i Suszczyński, Kraków 1996

[3] J. Podgórska: Nieuchwytny hipster, „Polityka”, 19 czerwca 2010, nr. 25 (dostęp: 28.11.11)

[4] B. Chaciński, 2010

[5] http://en.wikipedia.org/wiki/American_Apparel (dostęp: 16.02.12)


Hipsterom potrzebna jest STYLIZACJA, czy chcą, choć to mało prawdopodobne, czy nie chcą się do tego przyznać

Po pierwsze: prawdziwy hipster nigdy nie powie o sobie, że jest hipsterem. Dwa: to ktoś, kto jest bardziej fajny. Podobno nadużywa słowa „postmodernizm”, nie jest pewny, czego chce i prawdopodobnie jest bardziej świadomy czasów, w których przyszło mu żyć. Goni za indywidualizmem ale akceptuje mundurek globalizacji.[6]

To jest kolekcja Chanel. To jest kolekcja z Vice`a. Jeśli miałabym się ubierać tak jak żąda McInnes musiałabym po prostu znaleźć i włożyć na siebie coś podobnego do tego, co jest na zdjęciach. Na tym nie koniec. Pod każdym zdjęciem znajduje się prześmiewczy komentarz, który nagle zdradza zainteresowanym, że nie chodzi o buty, a o kształt sylwetki lub zachowanie osoby przedstawionej na zdjęciu.[7] Czy będąc autentyczną powinnam wzorować się na zaproponowanych modelach?

Cóż, jednak nie wszyscy ludzie to bezdomni. Szukanie modnego prymitywizmu to jedno, chaos to drugie. Hipsterom potrzebna jest STYLIZACJA, czy chcą, choć to mało prawdopodobne, czy nie chcą się do tego przyznać. Dopóki swoje już kopie od których skopiowali trzymają w internetowych przegrodach cyfrowych szaf, wszystko jest w porządku. Gdy zaś zobaczą taki sam materiał na swojej drodze porzucają podobizny, szukając nowego.[8] Każdy przecież chce być tylko sobą. Czy to możliwe? Wracając do samotnych wysp, ciąg dalszy tej historii neguje po trochu to, o czym było wcześniej. Aktualnie mówi się że dawne jednostkowe podmioty są martwe, indywidualizm jest ideologią, bo w czasach korporacyjnego kapitalizmu nie daje rady. Dla ludzi o jeszcze większych skłonnościach do użalania się nad światem jest wersja, w której jednostkowy podmiot jest mitem, nigdy nie istniał, społeczeństwo zaś dało się nabrać na kulturową mistyfikację. Co innego gadżety.

Na razie pewne hajpy to produkty firmy Apple, rower kurierski, tzw. ostre koło[9], piwo z małego browaru i pocałunki homoseksualne.[10]

Tolerancja, niczym tęcza, mieni się nad głowami uczestników ponowoczesności. Chociaż słucha się głównie muzyki białej, a przeciętna osoba bardziej fajna niż inni jest białym, młodym człowiekiem z wyższej klasy średniej powinna wspominać o swoim szacunku dla hip hopu i soulu. Ta specyficzna cecha jest zapewne przekazywana z pokolenia na pokolenie, gdyż rodowodu hipsterów poszukuje się w jazzowych knajpach lat pięćdziesiątych, gdzie przesiadywali pierwsi przedstawiciele postmodernistycznej nie-subkultury. Ich hajp wziął się od „hep” – okrzyku muzyków jazzowych, który miał wyrażać aprobatę dla czyichś umiejętności i wyczucia. Stąd już hepster, a później hipster, czyli osoba orientująca się w temacie. Trudno zrozumieć, czym może różnić się ów hipster sprzed wieku od buntowniczego, amerykańskiego bitnika.[11] Małe zamieszanie w nomenklaturze pogłębia się, gdy czytamy, że Polska także miała swoje wyrafinowane pokolenie w osobach tzw. bikiniarzy. Pewne jest tylko, że wszyscy kochali jazz.

Drugą formą tolerancji, przechodzącą tak jak w pierwszym wypadku w inspirację, jest poparcie dla środowiska gejowskiego.[12] Tak jak wspomniałam, hipsterzy, według wytycznych The Hipster Handbook Lanhama, powinni przynajmniej raz pocałować się z osobą tej samej płci. Androginia jest w cenie kiedy mówi się o ludzkim indywidualizmie przejawiającym się w duszy, nie zaś stereotypotwórczym ciele. Feministki są zachwycone! Dodatkowo, hipsterskie osobowości akcentują swoją niejednoznaczność płciową poprzez metroseksualną modę, która stała się czytelna dla niezorientowanych mas dzięki sklepom sieciowym. Tym z kolei do ucha nowe pomysły podszeptują coolhunterzy, czarne pajączki taśmowego świata. Ich zadaniem jest wślizgnąć się do świata trendsetterów i wyłapywać pojawiające się trendy. Nowe pomysły otacza się później kokonem, wbija ząbki i wysysa cały ich potencjał.[13] Hipsterzy narażeni na ciągła inwigilację muszą cały czas uciekać w nowe. Dlatego trudno rozmawiać o ciuchach, lepiej posłuchać o życiu.

 


[6] B. Chaciński, 2010

[7] www.viceland.com/pl/ (dostęp: 28.11.11)

[8] B. Chaciński, 2010

[9] A. Krzyżaniak – Gumowska: Dyskretne promieniowanie lansem, www.wprost.pl (dostęp: 28.11.11)

[10] B. Chaciński, 2010

[11] B. Chaciński, 2010

[12] Tamże

[13] J. Podgórska: Nieuchwytny hipster, „Polityka”, 19 czerwca 2010, nr. 25 (dostęp: 28.11.11)


Środowisko życia

Hipster ma 16-30 lat. Liberalnym okiem do 35ciu, konserwatywne zawęża się do 25. Potrzebuje wielkiego miasta – Kraków, Poznań, Warszawa, Wrocław. Tam jest miejsce na bywanie, a w efekcie robienie wokół siebie szumu, famu ze spolszczonego angielskiego.[14] Grafik dnia hipstera zdaje się być w miarę przejrzysty. W tygodniu kilka kaw na Warszawskim Powiślu i rzyganie pod mostem, w niedziele wegańskie pikniki i ekologiczne fast foody. Młodzież powraca na łono prymitywnej natury chcąc zwalczać cywilizację. Najdziwniejsze jest to, że orężem, który dzierżą w dłoniach też jest cywilizacja. Imprezy do upadłego.[15] Dresowe inspiracje stylem paryskiego przedmieścia. Dziko kontrowersyjne tematy na łamach Vice`a, np.

Druidzi na kwasie!,
Stalking dla początkujących, czyli jak zrujnować komuś życie,
Atrakcyjność trójkątów da się obliczyć równaniem,
Poradnik dla dziewczyn: jak kupować narkotyki.
[16]

Tymczasem w popołudniowym słońcu rozmowy w kawiarniach skrzą się od pomysłów na nowe projekty, bo ile można siedzieć i nic nie robić?[17] Nie mówię tego złośliwie, opieram się na wypowiedzi dziewczyny, która poniekąd identyfikuje się z hipsterstwem. Niebieskie ptaki tak mają, a kreatywność nie zamyka się w karcie podbijanej przez pracownika. Popatrzmy na współczesną sztukę konceptualną (odwołanie nieprzypadkowe bo projekty dotyczą filmu, teatru, muzyki, literatury, sztuk plastycznych): harmonia rodzi się z chaosu, jedność tematu wystawy unosi się w obłokach abstrakcji, a wykonanie pomysłu zajmuje czasami i z pięć minut. Niby łatwe, dziecko potrafi, nikt nic nie robi, artyści łażą po mieście i wzdychają do gołębi i nagle tworzą lustra społecznego świata. Tak można popatrzeć na odmieńców z macbookami, którzy próbują stworzyć artystyczny biznes. Jedna dziewczyna założyła Cloudmine.pl, sklep z odzieżą vintage i ubraniami młodych projektantów.[18] Idea wyrwana wprost z opowiastek o bardzo pięknych przedmiotach, na które wydaje się niepotrzebne pieniądze. Wielu takim jak ona się udaje, druga część cały czas liczy na rodziców. Podsumowując, jest prawie biznes, w kawiarniach prawie jak w domu i niedzielne pikniki prawie za miastem. Idealny model konsumenta mieszkającego i kupującego prawie w mieście. Nie można krytykować hipsterów za to że świadomie żerują na konsumpcyjnej polance. Wydaje się wręcz, że po prostu rozumieją swoją rzeczywistość lepiej i jest im z tym wygodniej niż reszcie.

Wszystko co usłyszeliście może być prawdą, ale tak na prawdę to tylko relacje dziennikarzy, moje skromne obserwacje i fragment książki - mini przewodnika. Tymczasem, wszystko płynie.

 


[14] B. Chaciński, 2010

[15] A. Krzyżaniak – Gumowska: Dyskretne promieniowanie lansem, www.wprost.pl (dostęp: 28.11.11)

[16] www.viceland.com/pl/(dostęp: 28.11.11)

[17] B. Janiszewski: Hipsterzy – są modni, ale czy są?, www.newsweek.pl (dostęp: 28.11.11)

[18] B. Chaciński, 2010