wtorek, 03 kwiecień 2012

Szamanka Mcświata

Opublikowano w Mikser
/

88 letnia kobieta, zamieszkująca niewielki przedwojenny dom w okolicach zamku będzińskiego, co tydzień swoją działalnością przyciąga setki klientów. Dlaczego groteskowo wyglądająca kobieta, ubrana w przybrudzony dres, cieszy się taką popularnością ? -reportaż z wizyty u wróżki

Czary mary, hokus pokus

Czerwone wstążeczki jako amulet, chroniący przed złym urokiem, czarne koty przyczyną wypadków samochodowych, „piątek trzynastego” dniem szczególnego nadzoru. Śmiejemy się, mówiąc, że formuła „czary, mary, hokus pokus” dziś już nas nie dotyczy, a wszelkie czynności magiczne wpisane w nasze życie, stanowią już tylko i wyłącznie przebrzmiały dodatek dla często nudnej, szarej codzienności. Pozostaje jednak nieodgadniony element ludzkiej egzystencji jakim jest metafizyka. Rzeczy niewytłumaczalne, wydają się przerażać, budzić lęk zakopujący nas pod pierzyną z obawą, że zagubimy się w świecie własnych refleksji nad życiem. Chcemy być mądrzejsi, niż sama kura. Tylko kim, czym jest owa kura? Pramatką naszej wiedzy, praprzyczyną wszystkiego co nas otacza?

A wróżbiarstwo? Jaką rolę obecnie spełnia w naszym życiu? Lubimy mieć kontrolę nad swoim życiem. Człowiek z natury jest ciekawy. Tak naprawdę każdy z nas mentalnie przypomina staruszkę obserwującą sąsiedzkie życie zza firanki. Lubimy przewidywać, unikać zaskoczeń, pozostając panami samych siebie, z przyszłością wymierzoną i zaplanowaną co do milimetra. Nie dziwi, zatem fakt tak dużego zainteresowania salonami tarota oraz infoliniami telefonicznymi za pośrednictwem których wróżbici oferują spragnionym metafizycznej wiedzy klientom swoje usługi.

Pragniemy poznać odpowiedź na nurtujące nas pytania, otrzymać pomoc mentalnego mentora, który poprowadzi nas wzdłuż życiowych ścieżek, niczym sufler podpowiadając podjęcie właściwej decyzji: ten mężczyzna będzie Casanovą, inwestycja z tym kontrahentem nieodpowiednia, a zmiana samochodu na droższy może doprowadzić do rozwodu. Takich podpowiedzi nie jest w stanie zapewnić żaden psycholog.

Jak więc uniezależnić się od kapryśnego losu? Zasięgnąć pomocy, sięgając do jaskini lwa, jaką będą tu przede wszystkim kontakty z licencjonowanymi wróżbitkami, lub wróżkami nieprofesjonalnym i. W niniejszym artykule poruszymy temat wróżbiarstwa nieprofesjonalnego.

Okno mieszkania będzińskiej wróżkifot: Anna Kołodziej

Persona z Zagłębia

Nie ukrywam, że od zawsze niezwykle fascynująca dla mnie była popularność jednej z person Zagłębia – wróżki Teresy. 88 letnia kobieta, zamieszkująca niewielki przedwojenny dom w okolicach zamku będzińskiego, co tydzień swoją działalnością przyciąga setki klientów. Dlaczego groteskowo wyglądająca kobieta, ubrana w przybrudzony dres, przyciąga do siebie rzeszę klientów? Chcąc uzyskać odpowiedź na to pytanie, udaję się w rejon starego miasta sobotnim przedpołudniem. Drogę do miejsca zamieszkania wróżbitki wskazuje mi wężyk samochodów, zaparkowanych nieopodal domu.

Po chwili ukazuje się tłum kobiet skoncentrowanych przed rozsypującą się ruderą. Moją uwagę przyciągają obrazy Jezusa Chrystusa i Matki Boskiej, umieszczone w jednym z okien na parterze.

Katolicka wróżka? – zdziwiona, rzucam pytanie w stronę oczekujących.

„Tak ona jest bardzo religijna. I nie wróży z żadnego tam tarota, czy innych diabelskich matactw, tylko najzwyczajniejszych, zwykłych kart. Dlatego się sprawdza, Bóg przez nią przemawia.” – słyszę w odpowiedzi.

Przyglądam się bliżej swoim współtowarzyszom. Nie da się ukryć, że klientelę wróżki Teresy, stanowią głównie kobiety. Dziś jest ich około 12, oraz jeden chłopak, absolwent politechniki gliwickiej. Mężczyzna o Teresie dowiedział się od swoich koleżanek, które regularnie zasięgają u niej pomocy. Chce pracować w górnictwie, jednak obawy uniemożliwiają mu podjęcie decyzji. Wróżka Teresa, ma być kagankiem proroctw które rozjaśnią owe wątpliwości.

Zaczyna się ściemniać. Kolejka maleje, coraz bardziej zbliżam się do centrum mojego zainteresowania. Wtem pojawia się kobieta. Jeansy, różowy top i basebalówka nie potrafią zatrzeć wrażenia cygańskiej urody. Kobieta jednak stanowczo podkreśla, że pochodzi z Białorusi, przyjechała za pracą do Polski. Jest wyjątkowa, inna. Wyczuwalna jest wokół niej aura tajemniczości. Po chwili przyznaje, że również jest wróżką, a cel jej wizyty jest ściśle eksperymentalny:

„Moja babka była wróżką. No i ja też jestem. Poważnie potrafię wróżyć z ręki, oczu i ucha. No i byłam u tej starej nie raz. I nie przyjęła mnie, od razu wyczuła że też jestem z tej branży”

Inne kobiety przyglądają się jej badawczo. Wyczuwalny jest dystans, pomiędzy nimi.

„Pani, trzy razy próbowałam przyjść do niej po wróżbę eksperymentalnie, rzecz jasna. 2 razy się przebierałam. Raz to nawet blond perukę założyłam, i nic. Wchodzę a ta od razu, wyjdź! Bała się, że ją urzeknę”.

Kiedy Białorusinka na chwilę się oddala, dwie kobiety dzielą się ze mną swoją nieufnością w stosunku do nowej towarzyszki. „ Ta kobieta ma coś z diabła, czuję niepokój gdy na nią patrzę”. Szepcze jedna z klientek.


Maleńki pokoik urzeka nagromadzeniem przedmiotów, przywodząc barokowy horror vacui. Ściany zdobią przydymione obrazy, zabytkowa mandolina, sznury wotywnych korali.

„Nasza szamanka”

Wróżka Teresa oprócz wróżbiarstwa para się również opieką nad bezdomnymi zwierzętami. Zamieszkiwane przez nią pomieszczenie, oraz budynki gospodarcze mieszczące się na niewielkim podwórku stanowią dom dla kilkunastu psów i kotów, oraz jednej kózki. Należy też wspomnieć o mieszkających z nią bezdomnych, którzy za niewielkie pieniądze na „dyktę” (spirytus) i papierosy, pomagają staruszce w obrządku i opiece nad zwierzętami.

Ludzie odwiedzają to miejsce z różnych powodów. Dla wielu jest to ciekawy sposób na spędzanie wolnego czasu, umożliwający nawiązanie nowych, interesujących znajomości. Podwórze przed domem wróżki przypomina swoiste ezoteryczne spotkanie, gdzie każdy może wymienić się swoimi doświadczeniami w zakresie wróżbiarstwa, metafizyki i ezoteryk. Dowiaduję się, że w Będzinie jest jeszcze jedna kobieta parająca się wróżbiarstwem, tym razem jasnowidz, również „nieomylna.” „Zamknie oczy i wszystko wie”- opowiada kobieta siedząca na rozkładanym turystycznym krzesełku z córeczką na kolanach.

Czemu, więc nie zostanie Pani przy tamtej, skoro jej wróżby się sprawdzają? – „ta bierze 5 złotych, tamta pięćdziesiąt, a różnicy żadnej” – wyznaje kobieta.

Wróżka Teresa rzeczywiście świadczy swoje usługi za symboliczne pięć złotych. Być może, to właśnie czynnik ekonomiczny sprawia, że cieszy się ona aż tak dużym zainteresowaniem. Symboliczne pięć złotych stanowi tu swoisty sygnał, „ta kobieta nie robi tego dla pieniędzy. Ona ma misję. To taka nasza szamanka”, mówią nieskrępowanie.

 Zwierzęta na podwórku wrózkifot: Anna Kołodziej


Horror vacui

Na wizytę u wróżki, niejednokrotnie czeka się pół dnia. Wchodzę do jej pokoiku późnym wieczorem, gdy jest już ciemno a starowinka zmęczona. Zanim dostanę się do pokoju w którym wróży, muszę przejść przez niewielkie pomieszczenie kuchenne, ze starym piecem na którym w blaszanym garnku bulgocze breja o dziwnym zapachu. Ten widok wygląda baśniowo, odwołując do opowieści o Babie Jadze. Mityczny świat w realiach XXI wieku, uchyla wrota, kusząc swoją tajemniczością.

Fetor i zaduch panujący w pomieszczeniu, nie jest w stanie zatrzeć wrażenia jego niesamowitości. Maleńki pokoik urzeka nagromadzeniem przedmiotów, przywodząc barokowy horror vacui. Ściany zdobią przydymione obrazy, zabytkowa mandolina, sznury wotywnych korali. Wśród stosów brudnych szmat, starych gazet, błyszczy piękna bałałajka, z nonszalancją oparta o maszynę Singer. Spoglądając na biurko ozdobione przez cukiernice, zapalone świece, szkatułki i sztuczne kwiaty, powoli zaczynam rozumieć fenomen tego miejsca i osoby, która w taki sposób je zagospodarowała. Dla wielu sam fakt obecności w siedzibie wróżki Teresy, zanurzenia się na chwilę w groteskowości jej formy, jest wyjątkowym doświadczeniem.

Starownika nie wydaje się być specjalnie zainteresowana moją obecnością. Skubiąc kozikiem pomidora, wskazuje ostrzem na talię kart rozłożonych na biurku. „Przełożyć do siebie i wybrać trzy karty”. Rozpoczynam ezoteryczne spotkanie przypominające randkę w ciemno, z tą niewielką różnicą, że następuje zamiana ról. W tym miejscu to ja jestem oceniającym, krytykiem, a wróżka odpowiadającym na pytania z dziedzin: zdrowie, miłość, pieniądze, biznes, rodzina.

Chciałabym jednak usłyszeć parę słów o niej. Korzystając z chwili sugestywnego milczenia (czas zapłaty za wróżbę), tym razem to ja kładę karty na stół w postaci magicznych pięciu złotych i czekolady z orzechami.

Co spowodowało, że zaczęła parać się wróżbiarstwem? Dlaczego cieszy się takim zainteresowaniem?

Brama wejściowa do posesji wróżkifot: Anna Kołodziej

Ludzie potrzebują rozmowy.

„Z mojego życia nie wyniosłam nic dobrego, same przeżycia ciężkie… Rodzina, kiedy opuszcza człowieka, to musi, sam o własnych siłach dawać sobie radę. Z czym? Mnie właśnie takie coś spotkało. Ani rodziny nie miałam jak się należy, ani rodzeństwa, dorobiłam się kupna domu dla chorego brata i córeczki swojej, która mi się nie powiodła”

W czasie drugiej wojny, Teresa jako młoda dziewczyna została zupełnie sama. Musiała ciężko pracować na niepełnosprawną córeczkę i brata, którzy niedługo potem także, ją opuścili. Te wszystkie traumatyczne wydarzenia, sprawiły, że zaczęła zastanawiać się nad powodem nieszczęść które na nią spadły. Dlaczego straciła całą rodzinę i została zupełnie sama ?

Cierpienie zostało zesłane od Boga, w zamian za niecodzienną moc w przewidywaniu ludzkiej przyszłości. Wróżka wyznaczyła sobie za cel pomoc ludziom, którzy zagubili swoją drogę w życiu.

Ludzie potrzebują rozmowy. Nie potrafią rozmawiać ze swoimi bliskimi, boją się. Przychodzą tu. Pytają, a ja odpowiadam”.

Klienci są dla wróżki, jak rodzina, którą tak wcześnie straciła. Razem, ze zwierzętami i bezdomnymi wypełniają pustkę, pozwlając odnaleść w życiu sens.

Pytam, czy wracają. Wracają. Potrzebują rozmawiać, być pogłaskanymi po głowie, słysząc, że wszystko będzie dobrze. Opuszczając dom wróżki, zyskują swego rodzaju efekt placebo. Placebo z łaciny oznacza „będę się podobał”. Pacjent słyszący „będzie dobrze” zaczyna w to wierzyć, motywuje się do działania, pewniej kroczy przez życie.

Samospełniające się proroctwo.