poniedziałek, 26 marzec 2012

Wierzenia magiczno-mistyczne na Żywiecczyźnie

Opublikowano w Artykuły
/

Czasy współczesne nie sprzyjają rozwojowi wierzeń demonicznych, jednak można jeszcze zarejestrować pewne ich ślady w kulturze i obyczajach ludowych

O wierzeniach magiczno-mistycznych słów kilka…

Zmory, strzygi, nocnice, utopce to różne istoty, będące tworami ludzkiej fantazji. Jak zauważa H. Mode „pierwotnie twory te rodziły się w rezultacie naiwnych obserwacji świata, prób tłumaczenia fenomenów, których ówczesna wiedza nie mogła jeszcze wyjaśnić i uzasadnić. Później ich źródłem stawała się coraz częściej swobodna gra intelektu, przekora i dowcip.[1]” Wszystkie te postaci są owocem ludzkiej fantazji, imaginacji. Stwory te nie należą do „stworzonych przez Boga”, ani nie egzystują w rzeczywistości, są jedynie wymysłem ludzkiego mózgu. Znane są nam one z opowieści, opowiadań, opartych na animistycznych, pierwotnych wierzeniach. Dominuje w nich magia, pojawiają się elementy boskości, przesadne wyolbrzymienia. Jak zauważa L. J. Pełka, słowiańskie kultury ludowe miały tendencje do mitologiczno-symbolicznej personifikacji zjawisk i procesów zachodzących w otaczającej człowieka rzeczywistości. Wynikiem tego było ukształtowanie się fantastycznych wyobrażeń demonicznych mających związek z działaniami magiczno-religijnymi o charakterze profilaktyczno-obronnym. Do sfery wierzeń ludowych przeniknęły także wyobrażenia postaci takich, jak diabły i czarownice[2]. „Ukształtowanie się specyficznego modelu demonologii ludowej miało dość ścisły związek z faktem wkroczenia chrześcijaństwa na ziemie polskie” – pisze Pełka. Pogańskie wyobrażenia demonów mieszały się z tymi popularyzowanymi przez misjonarzy, dotyczącymi piekła i mocy szatańskiej[3]. Na kształtowanie się wierzeń magicznych polskiej ludności miało wpływ wiele czynników (społecznych, religijnych, politycznych, kulturowo-obyczajowych). Czasy współczesne nie sprzyjają dalszemu  rozwojowi wierzeń demonicznych, jednak można jeszcze zarejestrować pewne ich ślady w kulturze i obyczajach ludowych.

Niniejsza praca ma na celu ukazanie podłoża magiczno-mistycznego mieszkańców regionu Żywiecczyzny. Po przez porównanie dawnych oraz obecnych wierzeń, postaram się ukazać, które z nich przetrwały w pamięci ludności i dzięki przekazowi ustnemu nadal mają pewną racje bytu wśród młodzieży.

Jakie było i jest zatem podłoże magiczno-wierzeniowe w codziennym i świątecznym życiu mieszkańców tego regionu? Które demony są tej ludności najbliższe?

Badania przeprowadziłam wśród osób starszych i młodzieży zamieszkującej tereny Żywiecczyzny. Informatorzy: Irena Duc (83 lata), i Anastazja Więzik (79 lat), Anna Wilczek (79 lat), Benedykt Biegun (30 lat), Marek Maślanka (19 lat), Agnieszka Nowak (21 lat), Kamil Pietraszko (20 lat), Ania Świerczek (16 lat), pochodzili z miejscowości takich jak Bierna, Cięcina, Cisiec, Łodygowice i Zarzecze. Wszystkie z przepytanych przeze mnie młodych osób spotkały się (bezpośrednio lub pośrednio) w swoim życiu z opowieściami o podłożu magiczno-mistycznym.

 


[1] H. Mode: Stwory mityczne i demony, Warszawa 1977, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, s.7.

[2] L. J. Pełka: Polska demonologia ludowa, Warszawa 1987, Iskry, s. 5.

[3] Tamże, s. 38.


Do grupy demonów negatywnych informatorzy zaliczyli rusałki, strzygi, topielice, utopiciele lub czarne anioły , czarownica.

Nasze demony najbliższe…

Na początku zapytałam moich informatorów, o to, w jakich okolicznościach opowiadano historie o podłożu magiczno mistycznym. Łopowiadali, jak pierze śkubali, łopowiadali, jak siedli kany tam wiecorami. Do nas Workowie chłodzili, Pajestkowie, Stańcowie, jo nie wiem, co to za schadzke u nas mieli, ze wszystko do nas chłodziło. Łojciec mioł zawse piecek w izbie, wygrzali sie przy piecku, siedzieli, łopowiadali. Nie musioł łojciec do nikogo iść, bo do niego przychodzili. Przyśli se z babami, dziecyska w chałupie robiły, to mieli cas posiedzieć. Jo była tako, ze zawse, posłuchała, co tam łopowiadajom – opisuje A. Wilczek. Z kolei siostry I. Duc i A. Więzik mówią: jeśli chodzi o nasz dom rodzinny, to tata siedział ciągle w książkach i nic nie mówił. Babcia lubiła czytać, mama też. Moja babcia była już kobietą bardzo postępową i nie wierzyła w to. Była bardzo nowoczesną kobieta, chciała za wszelką cenę dzieci kształcić. Moją mamę posłała do Kopernika w Bielsku-Białej. Mama miała opanowane języki (francuski i niemiecki), bardzo chciała się uczyć. Babcia mówiła nam: dziecko wierz w Boga, a nie w głupoty. Niemniej obie panie były w stanie opisać wierzenia i zjawiska magiczno-mistyczne, z którymi spotykały się w codziennym życiu.

Młodzi informatorzy wskazywali na starsze osoby (babcie, dziadków, ciotki), które opowiadały im różne historie w trakcie wizyt, odwiedzin czy imprez rodzinnych (tj. urodziny, święta, ogniska). Również będąc członkiem zespołu regionalnego, niektórzy mieli szansę usłyszeć takie opowieści. Na wyobrażenia mistyczne dzisiejszej młodzieży mają wpływ przede wszystkim starsze osoby, a także grupy regionalne krzewiące kulturę tradycyjną poprzez różne inscenizacje przedstawiające uroczystości doroczne (np. Dziady). Młodzi informatorzy często w swoich wypowiedziach używali sformułowań typu: niby; podobno; dawno temu tak było, ale dzisiaj już nikt w to nie wierzy. Jest to spowodowane tym, że wiedza młodzieży jest teraz oparta w znacznym stopniu o informacje wyniesione ze szkoły, „słownikowe” definicje i tłumaczenia różnych fenomenów.

Jak zauważa L. J. Pełka, „w naszej ludowej demonologii społecznej wyraźnie zarysowały się dwa krańcowo sobie przeciwstawne kręgi wyobrażeń: opiekuńczych demonów losu ludzkiego, domostwa i obejścia oraz szkodliwych demonów nieszczęść, chorób i śmierci”[4]. Wyobrażenia te miały na celu pomóc człowiekowi w interpretacji wydarzeń w otaczającym go świecie (w życiu indywidualnym, rodzinnym i społecznym). Do grupy demonów opiekuńczych, pozytywnych informatorzy zaliczyli anioły, wróżki i elfy. Jeden z informatorów (Benedykt Biegun) zauważa: w moim domu rodzinnym była silna duchowość chrześcijańska, więc nie za bardzo pamiętam, aby opowiadano o tego typu istotach, raczej mówiono o Aniele Stróżu, do którego się modlono. Osobiście znam takie postaci: rusałka, skrzat, krasnoludek, driada, nimfa, ale nie jestem pewien czy używano tych nazw w domu, czy znam je już z literatury.

W działaniu istot negatywnych dopatrywano się uzasadnienia cierpień, nieszczęść i zła, które spotykało człowieka. Do grupy demonów negatywnych informatorzy zaliczyli rusałki, strzygi, topielice, utopiciele lub czarne anioły , czarownica. Często używało się określeń typu: czort, zmora (np. „zmora go dusi”), bebok, szczególnie w odniesieniu do straszenia małych dzieci – zauważa B. Biegun.

Niektóre demony, takie jak zmory czy strzygi, znęcały się złośliwie nad ludźmi, zazwyczaj nocą. Dusiły ich, wysysały z nich krew. I. Duc opowiada: wierzyli, że człowieka zmora dusi (umornica). Ludzi paliło wtedy w piersiach, bo zmora dusiła siadając na klatce piersiowej. Nie można było zobaczyć zmory. Można było od tego nawet umrzeć. Jak to tłumaczyli? Mówili, że to od jedzenia, że nie trzeba się przejadać. A. Więzik dodaje: ja leżałam w szpitalu po wypadku rowerowym z taką panią, która miała ranę, która nie chciała się goić. Ją zaczęła taka zmora dusić w nocy, tak strasznie krzyczała, że gdy ją obudziłam, to ona mi strasznie dziękowała.

 


[4] Tamże, s. 127.


Nocnice

„Z postacią zmory w pewnym stopniu związane jest wyobrażenie nocnicy – nocnej istoty demonicznej rodzaju żeńskiego, zajmującej się wyłącznie dręczeniem niemowląt”[5]. I. Duc opisuje nocnice jako ogniki, błękitne płomyki unoszące się nad mokradłami (unosił się gaz). Jak się raz zagwizdało, to się nie zdążyło okna zamknąć i one przylatywały do domu i dusiły. Niemniej informatorka podkreśla, że ludzie wierzyli w to, bo musieli mieć jakąś rozrywkę. Z kolei A. Wilczek opisuje: Jak mój łojciec z kolegami byli chłopakami, to widzieli nocnice, jak po Baraniej Górze to światełko leciało. Było takie malutkie, jako mało gwiazdecka. Goniło, wywijało, nie zeby poleciało w pierony w jednym kierunku. Łóni sie spytali miendzy sobom: jeden mówił, ze to nocnica goni, drugi zaś sie śmioł z niego – ty głuptoku, ze to ni, ze to moze chłopcy jakie łogniki puscajom, bawiom sie dzieci albo co. Jak sie wzieli w dwóch, załozyli sie. Jeden godoł, ze to nocnica a drugi, ze ni. A z nocnicom to tak było, ze jak ześ gwizdnoł na nie, to jak błyskawica przyleciała. No i tam u takiej starej chałpy u Fołotów gwizdnoł jeden a łóna jak błyskawica, ino widzieli jak idzie ku nim. Bachli do tych dźwierzych, to dźwi sie do środka zwaliły, łóni na te dźwierze i widzieli jak koło chałupy ta nocnica goniła. Ino, ze pod strzeche nie wleci, ani do domu nie wejdzie ta nocnica, bo chałupa jest poświencono, pokropiono. Ta nocnica, to chyba był jakiś duch, co pokutowoł. Zawse mówili, ze jak ktoś krzywo przysiongoł, jak ześ pocyganił przed Bogiem i w sondzie, to łón te dwa palce, co w sondzie trzymał przed krzyzym, to jest ta nocnica, ze mu sie łóne palom. To jest jego pokuta.

Nocnice mogły też wodzić człowieka. Dejcie spokój, jak łoni juz to łopowiadali, to jo se zaroz wyobrazała las, tornie, potok głymboki, jo juz to zaroz mioła przed łocami. Jak jo sie bała, jak juz sie ćmiło, to ja dostawała takiego, ze ino do chałupy, zeby juz nika wiecór nie iść, bo sie moze pojawić nocnica i mnie porwać i kany wodzić. Kasik jakomś panne wziena ta nocnica i jom wiedła. Tak to wyglonda jakby cłowiek w spaniu sedł. Jak jom wiedła, to widziała pienknom drózke przed sobom, łoświetlonom i ino: a tu, tu, tu, a tu, tu, tu, mówiła. Coby cłowiek za tom nocnicom sedł. Ta nocnica łoświetlała droge a to były najwienkse tornie, potók, ze cały tyn cłowiek był łodrapany, zniscony taki i na łostatku kasik do najwienksego potoka, z jakijsik grapy go wziena sturzyła i zostawiła. Całom noc go wodziła, jak zacon iść świt to łodesła łod niego. Strasyli dzieci, byle co łopwiedali i dziecyska potem ze skóry wychodziły.

Było to tak prendzyj, nie wiem jakie to te roki były, ze kónie i krowy paśli w nocy. Po północy chodzili konie paść. Konie sie napasły, rano im nie musieli dać rzrić ino zaprzengali i jechali w pole do jakiej kolwiek roboty. Dziadek po rodzie Talików konie posł, łogień mioł, bo tam juz mieli nasykowane drewno, patyki nawlecone. Łogień ratowoł, bo ku ogniu ci nie przyjdzie wilk, no i widzioł koło łogniska. Cłowiek przy łogniu cuł sie bespiecnie. No i dzadek siedzioł przy tym łognisku, konie sie pasły a tu uwidział na Łostrym, popod Łostre, tam na wschód ze jakiś juz goni łogienek. To juz wiedzioł, ze to jest nocnica. Łóna uwidziała tyn łogień i ku temu łogniu. Jak juz widzioł, ze w strone jego leci, to pieronem na kalana kucnył, calutki sie złowijoł do gunie, klyncoł na kolanach, głowe dał na dół, blisko ziemie. Konie ino zadrzały, łuciekły jaz zadudniało. Nocnica goniła koło niego, koło tego łognia, przeskakowała go i całego go obejscała. Śpiewała mu, bo ino chciała zeby łón sie z tej gunie wywinoł, to by go wziena pewnie i powodziła. Tak mu godała: „Spitu, nie spitu, falitu kurzytu” – śpisz, nie śpisz, czy kurzysz fajke, bo nawet fajki nie zdonzył zgasić. Konie przyleciały ku chałupie. Synowie wzieni latarnie, pozbierali i pośli łojca sukać. Łojca znaleźli a łón dalij w tej guni łowiniony i mało zywy, ale łóna juz łodesła łod niego, łodleciała. Wzieni i go przyprowadzili ku chałupie a łón im to łopowiedzioł. Łod tego casu mieli spokój, bo łojciec nie kazował kóni paść w nocy. Potem ludzie tak powiadowali, ze te nocnice i inne lotały, ze to sie działo dopóki ludzi nie bierzmowali. Jak ludzi zacento bierzmować, ze to wszystko ustało. Złe duchy nie miały juz potem takiej władzy – A. Wilczek.

Opowieści o nocnicach nie są już popularne wśród młodzieży. Niepewnie opisują je jako głosy zakopanych żywcem ludzi (Kamil Pietraszko). Z kolei M. Maślanka opisuje je jako negatywne demony wywodzące się z mitologii słowiańskiej.

 


[5] Tamże, s. 156.


Historie o utopcach, często były opowiadane małym dzieciom ku przestrodze przed głęboką wodą

Utopce

Utopiec jest przez Krzyżanowskiego opisany jako stwór mieszkający w bagnach, stawach i rzekach, wywodzony niekiedy przez fantazję ludową od dusz samobójców lub ludzi zmarłych nagłą śmiercią, utopionych; cechą charakterystyczną tej istoty jest drobna postać, ociekające wodą ubranie, jaskrawe szczegóły stroju, np. czerwona czapka[6]. Oto co o utopcach opowiadali w Ciscu: Moja mama sła na roroty z ciotkom Marysiom, na jesce była w tyn cas malutkim dziewcenciem. Most w górze był zabrany, pryndzyj to ino, co przysła woda, to pozabierała mosty, to było łokropne. Koło Kwackuli, to zrobili przez wode takom kładke. Przywieźli dwa długi smreki z lasa i przeciongneli je przez wode. I przez tom kładke śli matka z siostrom na te roroty. Ksienzyc świecił i wleźli na tyn tu koniec łod Małego Cisca. Babka stwardli, staneli i prendko wełnionkom przykryli to dziewce. Nie powiedzieli mu, co widzom, ino godali - cicho, cicho, cicho. Na tamtym końcu ławki siedziało piekne dziecko, moze tak miało półtora roku, nagutku. Patrzom na to a ono ino z tej ławki wzieno chlupło do wody, ino sie woda rozsioła. Matka stwardli i nie mogli sie z miejsca rusyć od strachu. Nie wiedzieli cy iść dalij, cy sie wrócić. A u starych ludzi tak było, ze jak zej se jus postanowił do kościoła iść, to choćby sie co robiło, zebyś sie nie wrócił z drogi. No i pośli, pomalutku, ze strachem przyśli do siebie, prześli przez tom ławke i pośli. Byli na tamtym końcu i ani nic nie widzieli, ani nic nie słyseli. Tak mówili starzy ludzie, ze w którym miejscu kany sie łutopi, cy dziecko, cy dorosły, to łón po tyla tam w tym miejscu pokutuje, dopóki znów jaki sie nie utopi. Jak sie utopi, to go wybawi. Tyn, co pokutował idzie do nieba a łón bydzie zaś w tym miejscu za niego pokutował dopóki znów sie ktoś nie łutopi.

Roz łopowiadali, ze sedł z konsik w nocy chłop, przechodził przez ławke, kasik tam u Fułatów to było. Zobacył barana na tym końcu ławki, co od strony wsi. Godo: „nady to mój baran, pewnie baba zapomniała go zawrzyć”. Wzion barana za rogi, przyprowadził, łotwozył dzwierze do sopy, wcis do sopy, dźwierze zakremplowoł. Przyseł do chałupy i wadzi sie z babom cemu barana nie zawarła, baran na ławce był. Baba mu godo, łoj ty gupi łośle przeciez zek go zawarła. Łón jej zaś godo: „nie, bo jo seł, był baran na ławce i jo go przyprowadził i wcis zek go do sopy”. Nie dało sie dogodoć. Baba se myśli, to teroz bendom dwa barany w sopie. Pośli do sopy, jesce ich baran był w carku zawarty. Ni jakiego barana nie ma innego. Tez godoli, ze to na pewno był łutopiec przemieniony w barana. – A. Wilczek.

A. Więzik zauważa, że utopce też podobno potrafiły wodzić. Mnie też wodziło, i to nie po gorzałce. Poszłam na Porąbki do mojej Kasi zobaczyć film i tak szłam, szłam, wiem jak szłam, nazbierałam dzikich różyczek, doszłam do bramki, zadzwoniłam, Kaśka otwiera ja mówię: a skąd ja się tu wzięłam. Zapomniałam, że szłam, wszyscy się wystraszyli, posadzili mnie, nic nie pamiętam z tego filmu, potem zięć mówi, że mnie odprowadzi, ale ja chciałam sama wrócić do domu, doszłam, ale nie wiedziałam co to było.

I. Duc mówi z kolei, że nie wiadomo jak utopce wyglądały, ale była nawet w szkole taka piosenka: utopce pod wodą siedzą plum plum plum, ludzie o nich nic nie wiedzą plum plum plum, dobrym ludziom pomagają plum plum plum, a złych za łeb do wody wciągają plum plum plum.

Historie o utopcach, często były opowiadane małym dzieciom ku przestrodze przed głęboką wodą. Jak opisują młodzi informatorzy, historie dotyczyły tragicznie ginących osób w wodach, stawach, a przede wszystkim w studniach. Osoby te były złymi duchami. Mściły się za swoja straszną śmierć wciągając ludzi wchodzących do tej wody lub zaglądających do niej. Topili ich porywając na dno. Rodzice niejednokrotnie ,,straszyli” mnie tego typu historiami, kiedy wychylałam się do starych studni i głębokich stawów – zauważa A. Świerczek. Historię utopca znam z opowieści mojego teścia, który mieszkał w pobliżu stawów rybnych. W naszych okolicach nie było specjalnie miejsc, gdzie dochodziło do utonięć, co było chyba wymagane, aby w danej okolicy zaczęto snuć opowieści o tym, że to miejsce jest zamieszkane przez utopca – B. Biegun. Informatorzy nie wiedzieli, jak określić wygląd utopców. Nie mniej zwracali uwagę na to, że były to dusze topielców występujące nad jeziorami, rzekami, bagnami i moczydłami, czyli zamieszkujące różne zbiorniki wodne, także studnie.

 


[6] J. Krzyżanowski: Słownik folkloru polskiego, Warszawa 1965, Wiedza Powszechna.


Śmierć

„W świadomości ludzi śmierć jest „końcem życia człowieka na ziemi.[7]” Jak nazywano śmierć na Żywiecczyźnie? Jak wyglądała? A. Więzik opisuje: mnie się śniła śmierć jak byłam dzieckiem. Że przyszła śmierć, a ja się kryłam za ojca, a on się tak odsuwał i mówił: weź ją weź. Była taka malutka, miała białą sukienkę z zielonymi obwódkami koło rękawów. Taki sen miałam kiedyś jako dziecko. Ludzie wierzyli, że jak śmierć przychodziła po kogoś, a ta osoba miała małe dzieci, które bardzo płakały za matką, to śmierć się litowała i nie brała go. I potem śmierć prosiła Pana Boga, żeby ją zrobił nieczułą. Dlatego Kostucha jest przedstawiana ślepa, jak kościotrup. Z kolei A. Wilczek mówi, jak ludzie widzieli śmierci. Mojej babki córka, Zośka widziała przed chałupom śmierć. Przechodziła przez droge, bo sła do sopy krowy doić. To było wiecór i tak sie juz dobrze ćmiło. A poza te ciocynom sope był taki płotek i była miedza, co mozna do łengu było dojść. Sła Zośkom przez tom droge, a tam, na tym płotku siedziała łokropnie mamóno wysoko, to nie było łopisane powiedzieć, co to jest. Nie był to cłowiek, nie był to przebraniec, ino wysoki taki bioły słup łokropnie, tako mamóna. No a ta Zośka wiaderko i skopiec puściła na drodze, co jej wypod z rynki i nie mogła sie rusyć z miejsca, az wkońcu oprzytomniała i pobiegła do sopy.

Co oznaczało zobaczenie śmierci? Jaki to miało wpływ na człowieka? Tak było u ludzik, ze jak widziołeś śmierć, to znacy ze wnet umrzes albo bedzies długo zył. Ta Zosia, to łóna sie łokropnie zestarzała, długo zyła, co te śmierć widziała. U drogi Cesarki, tam nazywali do Wiktusie, do Zosie ku drodze – to juz była taka nazwa. Taka paradno juz była Wikcia, tej Zosi starej córka. Mieli takie wielkie drzewo, to była lipa a w jesieni to było świente, ze grabili pod niom liście, ze listka nika nie było. Wszendy było wygrabione i ścielili tym popod krowy. Baba grabiła, grabiła, jaz sie jej zećmiło, bo kciała to dorobić. Pod tom lipom, ze tam kasik siedziała taka mamóna w łokropnie biołym prześcieradle albo w cym złowijano. Tak sie przelenkła ta Wiktusia, ze jak wpadła do chałupy, to sie przewróciła i nie mogli sie z niom dogodoć. Juz potem cłowiek strachem zyje, bo albo wnet umrze, albo bendzie zył sto roków cy wiencyj opisuje A. Wilczek. Zwierzę przeczuje śmierć. Pies wyje i patrzy się na dół, to jest groźne. I. Duc zauważa, że kto się rodzi umierać musi, a szczęśliwego człowieka nie ma na świecie. Życie i zdrowie jest jedno, a nad grobem za późno płakać.

Młodzi informatorzy zauważają, że ludzie utożsamiali śmierć jako przejście do innego świata. W codziennej świadomości demon śmierci uchodził za byt realny lecz raczej niewidzialny. Ludzie wierzyli, że śmierć przychodzi w postaci kostuchy (widzialna zjawa) – A. Nowak. Z kolei K. Pietraszko mówi, że: u nas śmierć raczej postrzegali jako coś widzialnego, ale ja w to nie wierzyłem, bo jak śmierć można zobaczyć?

Ludzie opisywali śmierć jako szkielet z kosą. Ja zawsze wyobrażałem ją sobie tak, jak jest przedstawiona podczas kolędowania tzw. dziadów – B. Biegun. W moim otoczeniu ludzie utożsamiali zawsze śmierć w dwojaki sposób. Mama opowiadała mi o śmierci ojca jednego z członków naszej rodziny. Zaraz przed śmiercią zadzwonił dzwonek do drzwi domu i gdy jego żona wyszła otworzyć nikogo nie było. Po powrocie mężczyzna już nie żył. Często też zdarzało się, że w momencie zgonu bliskiej osoby stłukła się szklanka, spadł obraz, nawiedzał sen – opowiada A. Świerczek. Zobaczenie śmierci oznaczało rychłą śmierć (koniec życia swojego lub bliskiej osoby) bądź wieczne potępienie. Jeśli komuś śniła się śmierć, to oczywiście mówiono, że ktoś z jego bliskich umrze – B. Biegun. Człowiek wiedział, że w najbliższym czasie stanie się coś złego. Często pod tym wpływem zmieniał swoje postępowanie, zastanawiał się nad przeżytymi chwilami, oceniał swoje dotychczasowe postępowanie. Czasem nawet wiedząc, że zbliża się koniec zdążył pożegnać się z bliskimi. – A. Świerczek. Zobaczenie śmierci powodowało także obawę przed najbliższą przyszłością. Istotę, która powoduje śmierć nazywano po prostu Śmierć albo Śmiertka.

 


[7] W. Gaj-Piotrowski: Duchy i demony w wierzeniach ludowych, Wrocław 1993, PTL


Diabły

Panowało przekonanie, że Bóg jest „źródłem wszelkiego dobra, a diabeł źródłem wszelkiego zła na ziemi”[8]. To właśnie szatanowi przypisywano nieszczęścia i kataklizmy. Wyobrażenia diabła powiązane są z pojęciem demon (wyraz pochodzący z greckiego daimon, oznaczający bezosobowe moce i potęgi, których działania są trudne do wytłumaczenia). Demony mogą mieć postać zarówno duchów opiekuńczych, jak i złych mocy. Wyraz diabeł rozwinął się z greckiego diabolos (oszczerca). H. Mode zauważa, że „wiara w istnienie aniołów i diabłów może nabierać cech religii, jeśli nawet postać ich, skrzydła i rogi, ogon i kopyta będą negowane lub wręcz tłumaczone naukowo”[9].

Postać diabła wyobrażano sobie w różny sposób. Zdaniem A. Świerczek była to ciemna postać o potężnej posturze, posiadająca rogi. Często też wyobrażano sobie, że posiada kopyta zamiast stóp. Z kolei A. Nowak i B. Biegun słyszeli opisy diabła jako zjawy z rogami, ogonem, kopytami, w ręce trzymającego widły. M. Maślanka zauważa, że postać diabła pochodziła od złych demonów i dlatego miała rogi. Inne określenia diabła wskazane przez informatorów to: Szatan, Belzebub, Lucyfer, Czort lub Czarny Anioł, Boruta, Bies bądź Rokita.

Czarownice

Jaką rolę odgrywały czarownice? Jaki miały wpływ na życie codzienne? Carownice, jak carowały, to krowie potrafiły mlyko łodebrać i potem krowa ino kapke mlyka mioła. A nikt w to tak nie wierzył, jak moja teściowa, stara Wilckula. To łóna juz to wiencej niz na sto procent wierzyła. A jo tak potym dosła, jak miałak juz krowe, ze najwienksom carownicom, to jest sama krowa. Bo były krowy dobre i złe. Po niektóra, to nie bardzoś jom tam pilnowoł i mlyko mioła a po niektórom chłolere, to byś jej, co doł, to nigdy ni mioła duzo mlyka. Bo były goroncego kadłuba krowy i zimnego kadłuba. Jak nie mogli w maśnicce zrobić masła, to godali, ze to carownica popsuła. Jak mój dziadek roz, ja mu jesce pomogała w tej maśnicce robić, to my byli łoba mokrzy. Juz tak sie to dłuzyło, przez wiernicke sie kidało, i po maśnicce sie na ziem lało. Warzyło sie w maśnicce mlyko, bo sie tak dłuzyło. Najlepiej w Boga wierzyć a nie patrzeć carownic – A. Wilczek. Mój dziadek był piekarzem i rano wczas jechał na Bierną z chlebem furmanką. A to było w Łucji, a wiadomo, że Łucja była patronką czarownic. Mój dziadek wiózł ten chleb, a te czarownice goniły nagie po miedzach i zbierały jakieś zioła. A dziadek zszedł z tego wozu, wziął bat i przegonił je – opisuje I. Duc. Informatorka opowiada także, że czarownice odbierały mleko; potrafiły też coś zadać, zrobić tak, że krowa traciła mleko. Podkładano wtedy grzebień pod maśniczkę, żeby odczynić. Czarownice rzucały też uroki na inne zwierzęta, np. konie.

Co opowiadali młodym ludziom o czarownicy? Były to kobiety zajmujące się magią. Często były również oskarżane o kontakty z szatanem – M. Maślanka. Były to kobiety przeklęte prze ludzi, wierzące w magię, które czarowały – K. Pietraszko. A. Świerczek zauważa: ludzie uważali że czarownice naprawdę istniały. Były to kobiety ,,szalone”. Właśnie te odstające od reszty społeczeństwa wiejskiego obdarowywane były takim mianem. W Cięcinie raczej funkcjonował termin wiedźma. Były to starsze kobiety, które potrafiły leczyć ludzi (B. Biegun). A. Nowak mówi, że czarownice odprawiały tajemne gusła w czasie pełni księżyca. Wierzono, że spotykają się na Łysej Górze. Istoty te odgrywały znaczącą rolę, raczej negatywnie wpływając na życie codzienne. Budziły strach, rzucały zaklęcia i uroki, które powodowały liczne szkody. Jak zauważa M. Maślanka, w wierzeniach ludowych pojawia się również pojęcie dobrej czarownicy. Również B. Biegun mówi: z tego co pamiętam, to bano się ich, ale darzono estymą, żeby w danym czasie można się było zwrócić o pomoc, np. to one najczęściej dokonywały okadzeń. A. Świerczek podkreśla, że często straszono nimi dzieci mówiąc: ,,Przyjdzie po ciebie czarownica”, albo ,,Nie idź tam! Tam mieszka czarownica!”. Postrzegane były jako wróżbitki, szamanki, zielarki. Czarownice rzucały także uroki. Na zakochanych, żeby zniszczyć im miłość (K. Pietraszko), na ludzi, zwierzęta (M. Maślanka). Jak coś stało się danej rodzinie złego, to zastanawiano się kto mógł rzucić na nich urok, np. kiedy im krowa zachorowała (B. Biegun).

 


[8] W. Thomas, F. Znaniecki: Chłop polski w Europie i Ameryce, Warszawa 1976.

[9] H. Mode: Stwory mityczne i demony, Warszawa 1977, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, s.11.


Noc Świętojańska

Jak opisuje A. Wilczek noc świentojańska był nocom carów. W te noc świentojańskom trzeba było kwiat paproci iść sukać, a nikt tego nigdy nie znaloz. Zawse wtedy zielarze zbierali zioła. Było ziele świentojańskie, co zebrane w tom noc miało dopomóc w zdrowiu. Zdaje sie ze to jest dziurawiec, bo łón kwitnie w Jana. Z kolei I. Duc opowiada, że noc świętojańska to był pogański zwyczaj, nawet Kochanowski go opisał, jeszcze pamiętam ze szkoły. Szukali kwiat paproci. Nawet ja znalazłam, ale nie w noc świętojańską, jak poszliśmy na jagody. A ten kwiatuszek to ciężko go znaleźć, bo przy samej ziemi rośnie. Znalezienie kwiatu oznacza szczęście, bardzo rzadko to kwitnie.

Noc świętojańską młodzi informatorzy opisują jako noc związaną z magią. M. Maślanka: znam taką historię, według której panny szły do lasu szukać liścia paproci kwitnącego tylko w tę jedną noc. Noc świętojańska jest zasymilowanym przez chrześcijaństwo świętem Kupały (Nocą Kupały), słowiańskiego boga płodności, w związku z tym z tą nocą wiążą się liczne historie na tym podłożu. Z kolei B. Biegun zauważa, że u nas palono ogniska i z zapalonym „bukietem” ziół i traw biegało się wokół pól uprawnych i łącząc wyrazy szacunku śpiewało się: opól Boże nasze zboże; sąsiadowi jako możesz.


Pełnia księżyca

Były tez takie zabobony. Jak była pełnia ksienzyca, to jakiegoś kota na skrzyzowaniu drogi połozyli. Zeby cie kot nie przedlecioł, jak cie przedlecioł to mos sie do chałupy wrócić spowrotem, juz nie iść. Jak cie ktoś z wiadrami pełnymi przesedł ci droge, to ci sie bydzie dazyć a jak z próznymi, to sie lepiej wróć do chałupy. Nie wolno było cłowieka a szczególnie dziecka przekroczyć, bo nie urośnie. To były takie cary, takie głupoty – opisuje A. Wilczek. Z kolei A. Więzik przytacza inną sytuację: lunatycy wychodzą wtedy jak jest pełnia, jak mój kuzyn, który wychodził w nocy z pierzyną i gdybym go była nie zawołała to by poszedł.

Młodzi informatorzy zauważają, że co do pełni księżyca, to mówiono, że jest to pora kiedy duchy są najbardziej ,,aktywne”. Związane to było też z wierzeniami w wilkołaki. Ludzie bali się pełni również dlatego, że wtedy nawiedzały ich najdziwniejsze sny – A. Świerczek. W trakcie pełni księżyca ludzie niby ludzie zamieniali w wilkołaków (K. Pietraszko). Wtedy rodziło się też najwięcej dzieci. Wierzono także, że w dniu, w którym jest pełnia nie powinno się poddawać operacji, bo może się ona nie powieść (A. Nowak). B. Biegun zauważa, że niektórzy ludzie nie mogą wtedy spać.


Koty i inne zwierzęta

Oprócz kotów przebiegających drogę w czasie pełni księżyca, Anna Wilczek opowiada, jak to diabły występowały pod postacią czworonogów. Łojciec łopowiadoł ze na Ślezińskiego, jak Zosia Motykowa mieska pod grapom, tam była kiedyś karcma i kuźnia. Jednej nocy jakiś podpity cłowiek z Duzego Cisca sedł z Milówki i zaglondnył do tej karcmy, prawie była północ. Tam łokropnie muzyka groła pieknie i tam tańcowały koty, wielki koty na zadnich nogach a na głowie miały rogi. No i ze to byli diabli. Zaś łojciec godoł, ze pośli ryby łowić na tarło i zobacyli jak z pod mostu wychodziły diabły. Kozdy kurzył fajke i sły do tej kuźni. Straśnie w tej kuźni zaceli walić młotami i strasna wojna sie tam dzioła. Przysła tako burza i pioruny do tej kuźni tak waliły, ze łóni straśnie sie ubali, te putnie pozostawiali i uciekli do domu.

Zebrane informacje podczas przeprowadzonych wywiadów wskazują, że młodzież nie zna innych przesądów związanych z kotami, poza tym, że czarny kot, który przebiegnie drogę symbolizuje nieszczęście, przynosi pecha, a koty są zdradliwe.

Przesądy związane z innymi zwierzętami dotyczą np. krowy i bociana. Jak opisuje A. Nowak, jeśli ktoś zobaczy chodzącego bociana po swoim ogródku, to zwiastuje to szybkie narodziny dziecka w tym domu. Z kolei krowa, to była żywicielka, święte zwierzę. Mówiono, że w Wigilię zwierzęta rozmawiają. Jeden gospodarz był bardzo ciekawy, poszedł do stajni, bo chciał to usłyszeć i jeszcze nie wszedł jak podsłuchał mówiącego konia: no i po jutrze naszego gospodarza na cmentarz powieziemy. On się tak zląkł, że umarł – opowiada A. Więzik.


Urok

Na tradycyjny światopogląd ludowy, oprócz wierzeń opartych na religijnych dogmatach, składały się także irracjonalne wyobrażenia, uprzedzenia porządkujące codzienne życie mieszkańców. Na ten światopogląd składał się również system praktyk i działań magiczno-obronnych, antydemonicznych, swoistych metod wychowawczo-prewencyjnych. Jakie praktyki odprawiano, żeby pozbyć się uroku, odczarować coś, co było pod wpływem magii, duchów? Moja koleżanka zachorowała, opowiada A. Więzik, lekarze byli bezradni. Jakaś starsza osoba powiedziała: weźcież ją nastrójcie na urok. Trzeba było nabrać wody w potoczku i węgle drzewne rzucić do tego i to dziecko wtedy ozdrowiało. Trzeba było pokropić tą wodą.

U nas na przykład kiedyś wyprowadzono krowę. No i krowa się przewróciła, piana z pysku idzie. Sąsiadka przyszła i ją nastroiła, pokropiła tą wodą, krowa wstała. I ludzie wtedy mówili, że to urok – dodaje I. Duc

A. Nowak mówi także, że kropiono wodą święconą, co odstraszało złe duchy. K. Pietraszko zauważa, że byli specjalni znachorzy którzy odczarowywali. Z kolei M. Maślanka pisze, że wampira można było odstraszyć wbijając nóż w jego cień. Stosowano również pochówek antywampirniczy. B. Biegun: wykonywano tzw. okadzanie. Jeśli ktoś był chory lub np. zaatakował go pies wykonywało się wokół niego okadzanie (jeśli to był pies to palono sierść tego psa, aby dana osoba nie miała z tego powodu nieprzyjemności i w przyszłości nie bała się psów).

Podsumowanie

Demony pozytywne, opiekuńcze i te negatywne. Zmory, strzygi, nocnice i utopce, śmierć, diabły i czarownice, wierzenia związane z nocą świętojańską i pełnią księżyca. Koty i inne zwierzęta. Te wszystkie istoty nadzmysłowe zamieszkujące potoki górskie, mroczne lasy, a także domowe sąsiedztwo wywierały duży wpływ na codzienne życie mieszkańców Żywiecczyzny. Dzisiaj, pomimo wielu zmian jakie zaszły w światopoglądzie ludowym, nadal możemy spotkać się z pewnymi wierzeniami magiczno-mistycznymi, które dzięki ustnemu przekazowi pozostają w pamięci mieszkańców tego regionu.

 

Literatura źródłowa

1) Gajek J.: Kwestionariusz do badań PAE nr X. Wybrane zagadnienia z zakresu kultury duchowej, dział – demonologia, Wrocław 1980.

2) Gaj-Piotrowski W.: Duchy i demony w wierzeniach ludowych, Wrocław 1993, PTL.

3) Klimaszewska J.: Kwestionariusz do badań PAE. Wiedza i wierzenia ludowe, Wrocław 1983.

4) Krzyżanowski J.: Słownik folkloru polskiego, Warszawa 1965, Wiedza Powszechna.

5) Mode H.: Stwory mityczne i demony, Warszawa 1977, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe.

6) Pełka L. J.: Polska demonologia ludowa, Warszawa 1987, Iskry.

7) Thomas W., Znaniecki F.: Chłop polski w Europie i Ameryce, Warszawa 1