niedziela, 25 marzec 2012

Religijna obrzędowość doroczna a ludyczność dzieci

Opublikowano w Artykuły
/

Religijna obrzędowość doroczna towarzyszyła człowiekowi od bardzo dawna. Już w społecznościach plemiennych, gdzie panowały religie pierwotne, święta wyznaczały rytm roku. Oprócz tego pełniła również funkcję ludyczną. Zapewniała integrację i zacieśnienie więzi pomiędzy ludźmi.

Dzieci, będąc jeszcze niewykształconymi społecznie jednostkami, posiadają wyjątkowy odbiór rzeczywistości. Każdy chyba pamięta magię świąt z dziecięcych lat. Wszystko wydaje się wyjątkowe i niepowtarzalne. Dzieci wiejskie, na pierwszy rzut oka, nie miały wielkiego wachlarzu zabaw do dyspozycji. Jest to tylko pozorna ocena sytuacji, gdyż właśnie przez brak wyspecjalizowanych zabawek oraz trudne warunki życia, wykształcała się u nich niesamowita wyobraźnia. Zwykły hałas tworzony poprzez przyłożenie patyka do płotu i biegnięcie wzdłuż niego, stanowiło nie lada atrakcję. Prawdziwym polem do popisu dla dzieci, były zatem wyjątkowe dni w roku. Podczas świąt niewątpliwie działo się „coś więcej”, niż na co dzień.

Informacje do tego eseju zebrałem na podstawie rozmowy z moim ojcem, który wychował się we wsi Brodła, położonej w Zachodniej Małopolsce.

Zbliżająca się Wielkanoc oznaczała konieczność zrobienia palmy wielkanocnej. To zadanie przypadało oczywiście dzieciom. Na ową palmę składało się wiele roślin, które czasem trzeba było zdobyć trochę wcześniej. Wiązało się to m.in. z tym, że niektóre rośliny należało wsadzić do flakonu, aby puściły pędy. Wyprawa po składniki na palmę była sporym wyzwaniem dla dzieci, ale nie stanowiła na ogół bardzo dużego problemu. Dzieci doskonale wiedziały, gdzie rosną potrzebne rośliny. Najtrudniej było dostać jeden z nich, ponieważ była to gałązka z drzewa (ojciec niestety nie pamiętał jego nazwy), które w okolicy rosło tylko na podwórku pewnej gospodyni. Jak się łatwo domyślić, właścicielka posesji w tym okresie dzielnie pilnowała owego drzewa. Ileż radości dawało dzieciom przechytrzenie jej i zerwanie choć jednej gałązki, która z dumą trafiała do palmy wielkanocnej.

Wielogodzinne procesje w dzień Bożego Ciała, również stanowiły wspaniałą okazję do zabawy dla dzieci. Przy każdej stacji owej procesji był zwyczaj wbijania w ziemię młodych drzewek brzozowych. Po opuszczeniu stacji, należało oberwać kilka gałązek z tych drzewek. Następnie wbijano je w pole, aby zapewnić urodzaj i ochronę przed anomaliami pogodowymi. Do tego zadania wysyłano najczęściej dzieci, które doszczętnie obrywały brzózki. Przeradzało się to w coś w rodzaju zawodów, które stanowiły o pewnym prestiżu, w zależności od tego, które dziecko, ile gałązek zdołało oderwać.

W czasie bożonarodzeniowym nie mogło zabraknąć kolędników. Obecnie po domach chodzą głównie młodzi, ale wtedy takie grupy kolędnicze tworzyli głównie dorośli. Tym większym wyzwaniem dla młodzieńca było dostanie się do takiej grupy. Mojemu tacie udało się to poprzez sąsiada, który w takiej grupie uczestniczył. Przypadła mu jedna z prostszych ról – rola śmierci. Mimo, iż nie mówił zbyt wiele, to i tak wzbudzał wielki respekt wśród małych dzieci, które przed nim uciekały. Prawdziwą atrakcją była walka Żyda i diabła, która była niesłychanie żywo odgrywana: To takie robili przedstawienie, nie wiem co mówili, ale to było tak ekspresyjne. To były jakieś widły z dzwonkami, dzwonek dzwonił bez przerwy, uderzał skakał. A zresztą maski mieli takie, że nie do rozpoznania kto to był. Nawet jak to byli jacyś znajomi ludzie to myśmy ich nie rozpoznawali. A wydawało się, że rozniosą mieszkanie.[1] Dla dzieci, które oglądały taką scenę musiało to być niemal mistyczne doświadczenie. Kolędników częstowano ciastem i napojami. Tego typu kolędowanie często przeradzało się w spotkania z muzyką i śpiewami. Niejednokrotnie trwało ono niemalże do rana.

Jak stwierdził mój ojciec: jego mama i babcia bawiły się inaczej, on bawił się inaczej, a ja bawiłem się jeszcze inaczej. Obecnie religijna obrzędowość doroczna nie ma takiego wpływu na ludyczność dzieci, jak choćby 50 lat temu. Mimo to święta, zwłaszcza Bożego Narodzenia, wciąż są dla dzieci wielkim przeżyciem. Kiedyś ludzie może chętniej śpiewali, częściej ze sobą rozmawiali, a dzieci miały większą wyobraźnię. Teraz żyjemy w erze gier komputerowych i rozmów internetowych. Czy dawniej było lepiej? Nie mi to oceniać. Mogę tylko uczestniczyć w życiu swojego pokolenia i obserwować jak się wszystko zmienia. Każde pokolenie ma swój rytm i uważa, że jego czasy są najlepsze. Mimo, że forma się zmienia, to funkcja zabawy pozostaje ta sama – dla dorosłych jest to oderwanie od trosk dnia codziennego. Dla dzieci (mimo, że dla niektórych dzieciństwo szybko się kończy) zabawa była, jest i będzie codziennym świętem.

 


[1] Zanotowano wypowiedź Adama Biel