niedziela, 25 marzec 2012

Egzotyka codzienności

Opublikowano w Artykuły
/

Kultura jest w jednostce lub na odwrót, jednostka jest wariantem kultury grupy czy ludzkości jako takiej. Przedsionek piekła metodologicznego. Prawda jest taka że każdy wybór może być słuszny do momentu, w którym nie zaczniemy przekładać wyników pracy nad jednostką na ogół i odwrotnie – z ogółu na jednostkę.

To nie małpy stworzyły tyle kierunków na uniwersytetach.

Spoglądając na codzienność badacz musi liczyć się z tym że antropologia jest tylko podstawą jego naukowej tożsamości. Może naturalnie ograniczyć się do swojej dziedziny, tylko że to najprostsza droga do szukania przyczyn widniejącego na ciele tatuażu w chorobach skóry. Człowiek jest istotą biologiczną, społeczną, symboliczną i techniczną. Kto wie jaką jeszcze.

Współczesny badacz wchodzi w kulturę pełna sprzeczności, odmiennych, co gorsza słusznych, interpretacji, które każą mu robić w antropologii wszystko na raz. Postmodernizm był co prawda potrzebny, ale rozbił lustro znajomej przestrzeni w drobne, pięknie odbijające światło kawałki. Nie ważne, czy badacz wybierze alternatywny do głównego nurtu sposób tłumaczenia świata, jest skazany wojować z oficjelą bronią skonstruowaną w ich fabrykach. A codzienność maluje się w egzotyczne wzory, szuka trendów za oceanem a z góralskich butów robi kierpcasy (oficjalna nazwa produktu designerskiego). Nikogo już nic nie dziwi.

Z ciekawą koncepcją, wydaje mi się istotną dla codzienności, wyszedł Richard Rorty mówiąc o ironicznym doświadczaniu kultury. Ujmujące jest już same odejście od języka na rzecz przygodnych słowników, a co dopiero historyczno – przyczynowe narracje, które pozwalają nam opisywać wszystko to, co dzieje się przed naszymi oczyma, bez obawy o krążące wokół duchy czy idee. Zastanawiający, ale jakże pocieszający dla antropologa współczesnego, jest wyrwany przez Rorty`ego problem siły idiomów tkwiących w ludzkim słowniku finalnym[1]. Każda kolejna epoka za ich pomocą prowadzi zapisy swoich obserwacji.

Kiedy badacz bada a kiedy nie? Roch Sulima we wstępie zbioru refleksji nad obecnością w potoczności napisał, że antropologiem rzeczywistości może być każdy jej obserwator. Świadomy swoich niedoskonałości.

 


[1] Słownik negujący istnienie jaźni/umysłu wpisanego w naturę ludzka, odrębnego od czynników zewnętrznych


Nie pisać o kosmitach i dlaczego dobre seriale są częścią ludzkiego życia

Badania ograniczają się do tego co widzi badacz wychodząc z domu (jak się bardzo upiera to może zostać ale z pełnym dostępem do członków rodziny i środków masowego przekazu).

Od czasów funkcjonalizmu badania terenowe są niezbędne. Tylko one pozwalają powiedzieć: mam rację bo tam byłem!”. Dziecinny zabieg, a działa całe życie. Także podczas badań nad codziennością, gdzie na kanapie (czy innym naturalnym dla siebie środowisku) powinni się znaleźć niczego nie podejrzewający uczestnicy kultury. Czyjej?

„Na gruncie antropologicznym pojawia się powszechnie postulat, iż pierwej należy oswoić naszą własną kulturę i poznać ją w taki sposób, jakby to była kultura w rzeczywistym sensie inna, (...) Chodzi o to, by zachować inność zarówno w nas samych, jak 1 dotychczasowych innych, by w rezultacie dotrzeć w rejon wyższy ponad różnice"[2].

Ty też jesteś tubylcem dostrzeżonej na horyzoncie ziemi. Możesz zastosować się do rad Dennisa Tedlock`a i badać siebie wraz z innymi, będzie szybciej. Pozwala na to etnografia dialogowa, pociągająca badanych do odpowiedzialności za twój tekst. Zapis terenowy powinien uchwycić zmiany w interakcjach pomiędzy badaczem i podmiotem (źle jest pisać przedmiot o ludziach) badań, zmieniający się kontekst. Demokratyzacja podejścia antropologa pomaga w tworzeniu wspólnych wniosków, a w skrajnym przypadku do interesującego, polifonicznego tworu, to na dodatek oszczędza ci wyzwisk feministek i zatwardziałych liberalistów.

Wyjdą truizmy, skrytykują recenzenci, ale co tam. Za pięćdziesiąt lat w najgorszym wypadku na twoich tekstach oprą się scenarzyści i researcherzy. Lepiej żeby powstał dobry kawał fabuły i koszulki promocyjne niż kolejna poprawna teoria którą prędzej czy później zanegują. Zresztą nie dziwmy się, negacja jest oznaką kolejnego etapu świadomości ludzkiej.

 


[2] Teresa Karwicka : Wojciech Burszta, Krzysztof Piątkowski, O czym opowiada antropologiczna opowieść;, Instytut Kultury,[w]: „Etnografia Polska”, t. XXXVIII: 1994, z. 1-2, Warszawa 1994


Oglądać telewizję. O tym co jest a co prawdopodobnie też jest terenem

Oglądanie telewizji, wbrew pozorom, może przynieść więcej pożytku niż szkody. Wystarczy liźnięcie jakiegokolwiek tekstu na temat wpływu mediów na kształtowanie się osobowości jednostki by wiedzieć, jak istotne jest poznanie aktualnych problemów, poruszanych w programach z wysokim wskaźnikiem oglądalności. Najlepiej wziąć się za interpretacje tekstu, które chłonie podmiot badawczy. Można się pokusić o tezę, iż ukryte mechanizmy przekazu, najczęściej audiowizualnego, wywierają znaczący wpływ na myślenie, bądź tylko zachowanie, odbiorcy.

Do tego dochodzi demokratyczny Internet i kult amatora. Andrew Keen, w swojej książce „Kult amatora. Jak Internet niszczy kulturę” stwierdza, że brak specjalistów i następnie brak instytucji niszczą wartości potrzebne kulturze. Nie wdając się w rozważania, czy ma rację czy nie, trzeba jasno stwierdzić: skoro to zwykli ludzie tworzą wirtualną rzeczywistość, to trzeba uwzględnić jej wpływ na świadomość i ewolucję zachowań badanych w życiu codziennym. Podkreślam znaczenie tych dwóch środków przekazu ze względu na ich powszechność i łatwą, czasem wręcz bezrefleksyjną przyswajalność.

Nie wystarczy jednak śledzić media. Trzeba wyjść i rozmawiać aby dowiedzieć się, jak interpretowane są one przez interesujących nas uczestników kultury.

Telewizja i Internet należą do przestrzeni aczasowej, sprzecznej z tradycyjnym obrazem znaku „teren”. Z drugiej strony, dzisiejsze, „uczuciowe” metody badawcze umożliwiają nam wejście w wirtualny świat i prowadzenie tam badań z zadowalającym rezultatem. Problem statusu terenu praktycznie nie ma znaczenia już od czasów Freuda.


Znajdź chwytliwy temat – o problemach ważności praktyk i podziale na to co jest, a co nie jest codziennością.

„Okazało się, że tym, co decyduje o swoistości i atrakcyjności antropologicznego widzenia kultury nie jest przedmiotowo potraktowany zakres zainteresowań, ale raczej sposób stawiania pytań do tej kultury się odnoszących"[3].

Cytat wydaje mi się być na tyle inspirujący, że nie czuję potrzeby jego rozwinięcia. Zamotany czytelnik wpada tutaj w sieć refleksji jeszcze gęstszej i irytująco jednolitej pod względem kształtów elementarnych cząstek [Cząstka elementarna - cząstka nie posiadająca struktury. Hipoteza istnienia kwarków jako składników protonu, neutronu, hiperonów, mezonów, oraz wszystkich cząstek rezonansowych pozbawiła wyżej wymienione cząstki prawa do miana "elementarne".[4][5]].

Czym jest codzienność?

Codzienność nie jest przeciwieństwem święta bo w czasie uroczystym także występuje to, co normalne. Nie ukrywam, że nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że nie ma już stanów odwracających kosmos do góry nogami i które pozwalają trwać nam, marzycielom, na tym świecie. Marian Golka w artykule Czy istnieje jeszcze nie-codzienność? wymienia przejawy codzienności w niecodzienności: brak poczucia uniesienia w sferze sacrum, brak śmierci, banalizacja przestrzeni, ubiór zamiast stroju w czasie odświętnym, swobodna postawa w oficjalnych kontaktach, nieformalny i zwulgaryzowany język, mniejsza rola sytuacji wymagających zachowań rytualnych, zabawa jako powszednia rozrywka, chłód emocjonalny oraz prezentyzm. Bunt przeciwko niecodzienności jest po prostu oznaką zmęczenia wymagającego i tak za dużo świata i wyrazem otwartej, nowoczesnej postawy. Proponuję zaopatrzyć się w niniejszą listę, marker oraz zapiski z obserwacji i niepotrzebne skreślić.

 


[3] Teresa Karwicka, 1994

[4] Pojęcie „cząstki elementarne” wprowadza więc dalsze niepokoje o poprawność myślenia antropologicznego, chyba że myślenie naukami ścisłymi kogoś bulwersuje. Wtedy niech się nie niepokoi.

[5] http://portalwiedzy.onet.pl/39302,,,,czastka_elementarna,haslo.html pl (dostęp: 30.05.11)


Podmiot liryczny – czyli o interpretacji, nadinterpretacji i złej interpretacji.

Czy jesteśmy konglomeratem znaczeń symbolicznych, na ile z nas istoty zglobalizowane a na ile to wszystko klucz interpretacyjny? Problem właściwie jest prosty: czy dres z twojej ulicy czytał Dostojewskiego? Na pewno tak. Właściwie to nie wiadomo kiedy skończył swoją edukację. Może czyta wiersze albo ma wrażliwą siostrę która potrafi z nim rozmawiać? Nic nie jest pewne. Czy teoria, oparta na interpretacji jakiś tam zachowań dzieci amerykańskich, odnosi się do świata wyprodukowanego przez twój podmiot badawczy? Znowu mamy kontekst, znowu mamy program nauczania i interpretację badacza. Cały wszechświat wątpliwości.

Z punktu widzenia psychologii podejście idiograficzne daje szansę na poznanie kompletnego obrazu osobowości jednostki. Badania poszczególnego przypadku potrafi obalać całe wcześniejsze badania bo przecież wyjątek nie jest potwierdzeniem życiowych ale oficjalnych reguł.[6] Jako że analizy codzienności skupiają się bardziej na zjawiskach niż na ludziach, dobrze by było na chwilę przyjąć że owo zjawisko jest wielopodmiotową strukturą psychologiczną wymagającą profesjonalnego podejścia, taktu i tolerancji godnej lekarza.

Obraz podmiotu jest efektem interakcji partnerów. To znaczy że na spotkanie rzutuje przeszłość i teraźniejszość obu uczestników. A to znaczy że nie tylko musisz poznać siebie ale także dobrze byłoby poznać siebie jako badacza. Przede wszystkim, trzeba wiedzieć, jakiej jest się orientacji. Także seksualnej, to też ma wpływ na wybór metody. Zdaj sobie sprawę kim jesteś – jakie masz poglądy, zainteresowania, czy w dzieciństwie kochałeś swoja matkę. Później skonfrontuj siebie z nurtem za jakim się opowiadasz. Zastanów się czemu tak jest. Pomocna jest postmodernistyczna dekonstrukcja – czytasz własne teksty o innych i zastanawiasz się czy przypadkiem nie napisałeś za dużo o sobie i swojej kulturze. Bardzo dojmujące.

„Z rozważań tych płynie dość pesymistyczny wniosek, że wszystkie założenia teoretyczne, z jakimi przystępujemy do badań kultury są konieczne i nieuniknione, ale jednocześnie stanowią one balast przeszkadzający naszemu rzeczywistemu wniknięciu w tę badaną kulturę.[7]

 


[6] http://resocjalizacja001.eu.interia.pl/malim_birch_wadeley.pdf (dostęp: 08.06.11)

[7] Teresa Karwicka,1994


Bądź feministką i marksistą i módl się – i wszystko inne.

Może twoi badani nie znają behawioryzmu, ale ty powinieneś. Znając już problem pt. O czym wie a o czym nawet nie pomyślał badany” jesteś gotów pisać o czym wiedzą uczeni. Oni wiedzą wszystko i takich interpretacji żądają od innych. Choćby dlatego że teksty są wtedy bardziej stymulujące i dają poczucie bezpieczeństwa w świecie. Nie ważne czy to prawda – prawda już dzisiaj jest względna, zostawmy na chwilę aksjologię – lepiej myśleć że się rozumie niż popaść w apatię myślową. Czyżbym sobie przeczyła?

Wracając, codzienność to wszystko, a mówienie o biurku, o ile w twojej kulturze biurka się używa, jako o wytworze duchowym i chmurze atomów nie zyska twojego zainteresowania bez obycia w naukach.

Wzbudź konsternację – jak Garfinkel i reszta (bo nie wszystko) spadku po socjologii

Socjologia zbliżyła się do antropologii dzięki metodom jakościowym. Znalazła też interesujący sposób jak opowiedzieć o tym samym przy użyciu nowych słów.

- Jak się czujesz?

- Czuję się bardziej ludzko niż wczoraj. Ale przecież nigdy nie byłem psem.

Etnometodologia, a wraz z nią jej twórca Harold Garfilnkel, zakłada, że porządek społeczny tworzy się spontanicznie w codziennych działaniach członków społeczeństwa. W ten sposób uzgadniają między sobą sens rzeczywistości społecznej. W obowiązku badacza jest analiza praktycznych metod jakimi zwykli ludzie posługują się w budowaniu układów społecznych. Wybór sytuacji vel scen społecznych jest na prawdę duża: mamy kolejki w sklepie i klaskanie w ręce wyrażające uznanie dla twórców. Uczestnicy akcji posługują się „wyrażeniami wskaźnikowymi” które sygnalizują sens i podpowiadają innym co robić. Zakłócenie tych struktur jest sposobem do ich odkrycia.[8]

Cyniczne usposobienie – rozrost sfery codzienności i badanie wszystkiego a także włażenie z butami

Jeszcze raz na krotko przywołam myśli Mariana Golki z Czy istnieje jeszcze nie-codzienność?. W artykule akcentuje niebezpieczeństwo uprawiania, jak dla mnie śmietnikowej, socjologii (czy antropologii, nie ważne) wszystkiego. Badacz zamiast skupić się na czymś, co jest ważne (i kolejny problem: co jest ważne a co nie. Banał może być początkiem przełomowego odkrycia, wielkie sprawy przemijają jak meblościanki) rozpamiętuje detale, detaliki, które w końcu zaczynają żyć własnym życiem. Codzienność jest tak konkretna że rozmyślanie nad każdym jej szczegółem prowadzi do tworzenia olbrzymów, które nijak chcą wpasować się w pejzaż całej kultury. Jest to trudne zadanie w obliczu wciąż przybywającego profanum. „Jeżeli gruntownie przebadaliśmy każde drzewo w lesie, każdą gałązkę, każdy listek, to wcale nie mamy pewności, że znamy las”[9]. Co więc oznacza przebywanie w lesie, by być blisko drzewa? Cicho!

W tym miejscu planowałam napisać o filozofii dialogu Levinasa. Uważam że cała opowieść o tym jak jednostka z podmiotu staje się przedmiotem, jak nasze oko zagarnia innych w głąb swoich czeluści poznawczych jest szalenie istotna. Na tyle, że nie można jej pobieżnie nakreślać. Trzeba się odnieść do w miarę szerokiego opracowania. Koniec sugestii.

Skończyły się czasy kolonialne i badacze wdzierający się w chaszcze obcych kultur. Nie ukrywajmy jednak, sprawozdania z badań zakładających obserwacje uczestniczącą nadal spotykają się z uznaniem nie tylko naukowego środowiska.

„Badacz obserwuje sytuację, jest aktywnym uczestnikiem, przyjmuje określoną rolę (np. klienta, nabywcy, pacjenta, kontrahenta, itp.), nawiązuje bezpośredni kontakt z obserwowanymi osobami, zadaje pytania, bierze udział w rozmowie, tym samym wpływa na zachowanie obserwowanych osób. Zależy nam na dostarczaniu Klientom profesjonalnej usługi badawczej, która składa się z rzetelnej informacji przy wykorzystaniu najlepszych techniki i najnowocześniejszych narzędzi badawczych. Każdemu ze zleceniodawców gwarantujemy indywidualne podejście badawcze. Istniejemy po to, aby dzięki informacjom, które dostarczamy naszym Klientom, mogli oni sprawnie działać na rynku.[10]

 


[8] Socjologia codzienności, red. P. Sztompka, M. Bogunia-Borowska, wyd. ZNAK, Kraków 2008

[9] Przypis z Golki!

[10] http://www.researchopinion.pl/mission.php (dostęp: 08.06.11)


Bądź publicystą – problem do kogo i jak pisać stale towarzyszy wszystkim, którzy piszą.

Obawiam się że tak jak w poprzednich punktach, tu też nie można znaleźć złotego środka. Można ładnie i górnolotnie pisać ale to pragmatyka, o ironio codzienności, wskaże miejsce biednego badacza. Czytając analizy wszystkiego – od lektur po metody badawcze - mam wrażenie że rzeczy te są mądre i głębokie. Kiedy sięgam po samo dzieło wzdycham ciężko, w głowie pląta mi się tylko zawiedzione „już?!”. Niestety trudno jest nakreślić jak napisać dobry tekst póki tekst ten nie zostanie opracowany i opatrzony hmm teorią pasująca czy wręcz opierającą się na owym tekście.

leżąc w łóżku chcę być dobrym
przez sen rożnie dużo dobroci
leżenie dobroć wygrzewa
ale wstanie ją zawiewa[11]

Podobno „antropologię mówioną” świetnie uprawiał Miron Białoszewski, poeta lingwistyczny, bawiący się podczas tworzenia językiem potocznym. Zastanawiam się czy z początku sam o tym wiedział.

 


[11] http://www.poezjaa.info/index.php?p=2&a=5&u=85 (dostęp: 08.06.11)